Roman Spandowski:

Niniejszy tekst będzie tylko pośrednio związany z aktualną polityką. Jego zadaniem niech będzie intelektualnie potrzebne rozróżnienie dwóch terminów, których teraz popularnie używa się wymiennie. Czyli „gang” i „mafia”.
Podstawowa różnica jest oczywista. „Gang” to rozbudowana organizacja przestępcza funkcjonująca obok państwa i w kolizji z nim. Czyli służby państwowe mogą i winny z nią walczyć, nie obawiając się wrogich reakcji swojego zwierzchników. „Mafia” natomiast to też rozbudowana organizacja przestępcza, ale funkcjonująca tylko wtedy, kiedy państwo, w obrębie którego działa, jest słabe, a ona przenika jego struktury, wykorzystując je do własnych pozaprawnych celów. Tym samym pasożytuje na nim. Także na społeczności, ale poniekąd o nie dba pod warunkiem absolutnej lojalności wobec niej. Na ogół nie używa własnego systemu wartości (bo ten jest dość odrażający), tylko podpina się pod tradycyjny – czy zorganizowanie religijny, czy tylko środowiskowy, typu solidarność wewnątrzgrupowa. Plus ceremoniał i rytuały.

Znane nam historyczne mafie rodziły się w południowych Włoszech (sycylijska cosa nostra, neapolitańska camorra, kalabryjska ‘ndrangheta czy najmłodsza z nich apulijska, która nie ma jeszcze powszechnej nazwy), kiedy nie było jeszcze państwa włoskiego, a przynależność polityczna owych terenów często się zmieniała przy jednej cesze stałej – centrum władzy było daleko zarówno w przestrzeni geograficznej, jak i społecznej. Dla miejscowej ludności władza zawsze była obca i wroga, a mafia swoja i przyjazna – choć pod wieloma obrzydliwymi warunkami. Kiedy powstały zjednoczone Włochy, niewiele się zmieniło. Po kilku swoich pobytach na południu Italii jestem świadom tego, że dystans między południem a północą (niezależnie, gdzie ma być granica między nimi) jest nadal znaczny. Ale państwo włoskie jest coraz skuteczniejsze, a przemiany obyczajowe postępują na południu nieubłaganie.

W XX-wiecznym międzywojniu w USA powstały i osiągnęły wielkie znaczenie włoskie gangi, które przejęły kontrolę nad szmuglem alkoholu z Kanady do Stanów w czasach obowiązującej w USA prohibicji. Prohibicję wymusili na amerykańskiej legislatywie i egzekutywie purytańscy i fundamentalistyczni protestanci. Katoliccy Włosi (na ogół dopiero co nastali w Ameryce) nie mieli w tej kwestii żadnych wątpliwości moralnych, więc zajęli się coraz bardziej masowym przemytem zakazanych trunków via jezioro Michigan do Chicago (stąd nowy trop kariery tego miasta). Włoskie gangi, wkrótce etnicznie zunifikowane, praktycznie zmonopolizowały masowy szmugiel. To, że ówczesne podziemie chicagowskie możemy teraz nazywać mafią, nie wynika z jego etnicznego charakteru, tylko z samej istoty mafijności, o której napisałem wcześniej – czyli z państwowej indolencji wobec zupełnie nowego zjawiska, wykreowanego przez ideologicznych oszołomów oraz z rozszalałej korupcji w rozproszonych stanowo instytucjach. Bo zamiast powszechnego ucnotliwienia obywateli, powstała zorganizowana przestępczość, która za nic miała granice stanowe, pod względem prawa święte w dotychczasowym prawodawstwie Stanów. Tuż przedtem zaistniałe FBI uzyskało znakomity argument (w r. 1932), by rozszerzyć teren swoich działań na całe państwo. Państwo, walcząc z włoskimi gangsterami, dopiero się uczyło reguł. Nierzadko karząc nie za konkretny czyn (bo nań nie było albo dowodów, albo paragrafów), wykorzystywało preteksty znane już z dotychczasowej egzekucji praw. Al Capone’a skazano za przestępstwa podatkowe. Lecz włosko-gangsterski antyprohibicyjny monopol skończył się dopiero po stopniowym odstępowaniu przez administrację od dotychczasowego rygoryzmu prohibicji.

Co nam z tego zostało? 1) Nadużywanie terminu „mafia”, zwłaszcza w kierunku etnicznym. Dlatego się mówi wszem i wobec o mafii rosyjskiej tu i tam (choć jest faktem, że w tej dziedzinie Rosjanie mogą się poszczycić za granicą większymi sukcesami niż rosyjska armia na Ukrainie), czeczeńskiej, gruzińskiej, czy nawet polskiej (bo coś takiego słyszałem na zachodzie Europy). Oraz zapomnienie, czym naprawdę mafia jest, czyli przestępczą strukturą, która przeżarła na wskroś państwo i z jego udziałem doi społeczeństwo. Otóż w tej chwili wszystkie założenia tej definicji spełnia w Polsce zarówno PiS wraz z przydupasami, jak i kościół rzymsko-katolicki. 2) A poza tym że wszelkie ustawowe inicjatywy ideologicznych radykałów (mogę ich zwać również oszołomami) zawsze prowadzą na manowce. 3) I żeby państwo zrezygnowało z nadętej ideologii, bo jest ona tandetna. Owszem ja ją mogę osobiście przygwoździć jak motyla w swojej niegdysiejszej kolekcji, by ją oglądać przygwożdżoną po kres swoich dniu. Ale tymczasem mogą przyjść do mnie goście, niekoniecznie przeze mnie zaproszeni, i się moją prywatną kolekcją zachwycić.

Udostępnij: