Roman Spandowski: https://encysol.pl/es/encyklopedia/biogramy/18771,Spandowski-Roman.html
*****************************************************
Chcę kontynuować temat ledwie zasygnalizowany w poprzednim przesłaniu. Odszedłem odeń pod wpływem aktualiów, z którymi mi się trudno uporać. Owszem, miałem już do czynienia z brutalną rosyjską inwazją na Węgry w 1956 r. , ale byłem wtedy dzieckiem, którego nawet rodzice zaakceptowali (bo musieli) rosyjski dyktat na wschodnią Europą.
W 1968 r. ze zgrozą i trwogą słuchałem wiadomości z Wolnej Europy o interwencji (także z oficjalnym udziałem Polaków) w Czechosłowacji. Myślałem wtedy z goryczą, co się stało z najistotniejszym hasłem Polaków pod zaborami w XIX w. – O wolność waszą i naszą?
To było dawno. Ten problem mieliśmy mieć już poza sobą. Pono wszystko się po 1990 r. zmieniło, bo się zmieniła całkowicie dotąd władająca nami orientalna barbaria.
Czyżby? Co się tyczy i orientalności, i barbarii? Obie zostały na miejscu od dawna przez siebie zajmowanym. Nawet nowa scenografia i kostiumy, choć zwyczajowo ogłupiły zachodnie elity, nie zdołały tu niczego zmienić. Moskwa wręcz jawniej i bezczelniej jęła się odwoływać do wielkorosyjskiej ikonograficznej propagrandy.
Tak by the way – przypatrzcie się oficjalnym zdjęciom z Kremla, kiedy odziani w wojskowe mundury lokaje otwierają megalityczne wrota owego Kremla przed Lili-putinem. Europejski kabaret w swej najczystszej postaci. Problem w tym jednakowoż, że śmieszny w commedia dell’arte mocno podstarzały i niezdarny dottore jest tam tylko i wyłącznie śmieszny. Putin jest podstarzały i na pewno śmieszny jako beznadziejnie i kretyńsko aspirujący samiec alfa, ale jest też szefem wielkiego, cholernie możnego militarnie i mafijnego państwa. W innych dziedzinach już bynajmniej. Ale to wystarczy/
Problem zatem jest z samym państwem. Ekonomicznie niewiele ono znaczy poza surowcami, które zresztą pozyskuje tylko dzięki kooperacji z wrażym zachodem. I które potem sprzeda za wszelką cenę, bo poza tym nie ma wiele do sprzedania. Samo mało produkuje, bo i po co, skoro za sprzedaż surowców uzyska tyle walorów, żeby zakupić na zachodzie, co ów zachód wyprodukuje. Ale ma oręż i masę żołnierską, czyli mięso armatnie. Wydawałaby się – praktycznie nieograniczoną. Bo przecież w ten sposób doszli w 1945 r. do Berlina. Ale teraz pojmanych sołdatów na Ukrainie widzimy jako biednych rosyjskich chłopców, którzy już się dowiedzieli, że byli tylko pionkami w grze sobie niezrozumiałej i wstrętnej. Tyle że nie ma żadnych gwarancji, że po powrocie do ojczyzny będą chcieli dać tego świadectwo. Jeśli oczywiście w ogóle przeżyją, bo wiadomo wszak, co robili sowieci ze swoimi uwolnionymi z niemieckiej niewoli jeńcami.
Bo Rosja to państwo. A ludność to naród – żadne tam społeczeństwo. A rosyjski naród to tylko konieczne dopełnienie mistycznego bytu pt. święta Ruś. Jak gdyby ponownej po Chrystusie boskiej epifanii na ziemi. Czego dowodem miałaby być tak uwielbiana przez Dostojewskiego rosyjska dusza, ubóstwiona z gruntu i pomimo doraźnych grzechów w swej anielskiej istocie nietykalna przez metafizyczne Zło. A Rosja w swej ludowej (choć nie bezwyjątkowo) istocie miała być całkowicie zgodna z boskimi planami wobec świata, ba co więcej, miała mieć zbawczą misję wobec coraz bardziej degenerującego się świata Zachodu. To z kolei głównie Tołstoj. A po wieku koszmarną czkawką jego karykatura – Putin.
Nie ma lepszej w europejskiej literaturze diagnozy rosyjskiej mitologii państwowej niż Mickiewicza Dziadów cz. III Ustęp. Owszem były jeszcze ciut późniejsze Listy z Rosji markiza de Custine’a, ale Europa (czyli cały się ówcześnie liczący świat) zdecydowała się to totalnie olać. Wybrała efektowne pono europejskie pozory. Czyli: Rosja już nie tylko jest nasza, ale nawet lepsza niż my, zatem wielbmy ją, stopy jej całujmy i ssijmy z jej ust metafizyczną prawdę, którą tylko jej zawdzięczamy. W skali mikro sekciarstwo, w skali makro – europejska i światowa kultura i cywilizacja. I straszno, i smieszno.
Owszem, rosyjska kultura artystyczna, zwłaszcza w II poł. XIX w. popędziła naprzód w wyjątkowym tempie i oryginalności i były wszelkie powody, by ją zachód należycie docenił. I ją docenił – to fakt, lecz też awansem i na wyrost przecenił. Efekt bezmyślnej zachodniej rusofilnej idolatrii. Teraz trzeba się będzie z niej kajać. Lepiej późno niż wcale.
Wszystko wokół jest teraz straszne. Z dwoma wspaniałymi wyjątkami: 1) naród ukraiński naprawdę istnieje, niezależnie od użytkowanych języków i chce być częścią zachodu, 2) polityczny zachód wreszcie otrząsnął się z tradycyjnych kretyńskich iluzji co do Rosji.
Finalny speech z „3 sióstr” Czechowa: Nado rabotat’, rabotat’ rabotat”! Trzeba pracować, pracować, pracować! Dla Ukrainy, żeby podołała wschodniej barbarii. Potem też, żeby podźwignęła się ze zniszczeń wojennych. I dla Rosji, żeby wzorem Ukrainy się zechciała wreszcie na stałe przeprowadzić do Europy. Ale żeby najpierw zapłaciła za wszystkie swoje winy i zbrodnie – nie tylko odległe historycznie, ale zwłaszcza te obecne. Wiem, że życia zabitym Ukraińcom nie zwróci, ale straty w cywilizacyjnej substancji Ukrainy zwrócić musi!