Mamy przed sobą trochę nieokrągłą rocznicę jednego z dwóch najważniejszych dla Polski wydarzeń w XX w. – obok odzyskania niepodległości w 1918 r. – przełomowych wyborów czerwcowych w 1989 r. Dlaczego było ono tak przełomowe?

Większość z nas to zacne osoby średniowieczne lub jeszcze starsze. Mamy tę gorzką przewagę nad młodzią, która wzrastała w wolnej już Polsce, że dobrze pamiętamy PRL – ze wszystkimi jego absurdami i z całą jego grozą.

Choć jeśli chodzi o ową grozę, chciałbym poinformować tzw. prawicę, że czas, który spędziliśmy w PRLu, nie miał nic wspólnego z obozem koncentracyjnym ani lasem pełnym partyzantów, ewentualnie żołnierzy wyklętych. I że przez nią (tj. prawicę) tak zwany naród to była zaledwie ideowa mniejszość, a tegoż narodu większość (wolałbym jednak: społeczeństwa) pławiła się w doraźnym bezpieczeństwie i doraźnym dobrobycie i szczęśliwości, czyli tzw. małej stabilizacji. I bynajmniej nie paliła się do kontestacji. Ale przecież jest to prawidłowość wszystkich społeczeństw i niczyja polityka historyczna tego nie zawrzeszczy histerycznymi sprzeciwami.

Splot okoliczności, w większości zewnętrznych (tak jak w 1918 r.), sprawił, że wreszcie w tymże roku pojawiła się przed nami szansa „wybicia się na niepodległość”. A myśmy tę szansę wykorzystali – podobnie jak w 1918 r. Dobrze to świadczy o Polakach, że w momentach kryzysowych potrafią się zachować jak naród (cały!). Szkoda, że kiedy takie momenty przemijają, zaczyna się znowu targowisko próżności i wraca to, co ową chwilową pryncypialną jedność przewraca na nice. Jak trudno się dogadać co do pryncypiów! A przecież bolesna (niestety na własne życzenie!) historia naszego kraju nie pozostawia złudzeń. Nie jesteśmy mocarstwem pod żadnym względem i bez szans na to. Jesteśmy średnim krajem europejskim z zadyszką doganiającym ekonomicznie inne kraje UE. Ale najcięższa zadyszka się tu opłaci. W sojuszach (a bez nich leżymy) nie mamy wyboru – bo jeśli nie UE, to co?? Rosja Putina??? Innego wyboru nie ma. Dalekie USA są, jak się rzekło, dalekie, a Trump na wyciągnięcie Twittera. I co z tego?

W czerwcu 1989 r. przekroczyliśmy mury, okopy i zasieki dzielące Zachód od Wschodu Europy, zdecydowanie wybierając tę pierwszą opcję. Wzywam na utartą ziemię tych, coby chcieli kwestionować głęboki i pożyteczny sens tych zmian. Nie tylko dla Polaków. Był to sukces nie tylko nasz, lecz i całego ostblocku w imię naszego tradycyjnego hasła: Za wolność waszą i naszą. Nie oczekujmy wdzięczności od naszych bezpośrednich sąsiadów. Przysługi wyświadcza się bezinteresownie. Ale wątpiącym germanofobom polecam lekturę relacji z tego, jak zachowywali się Niemcy, gdy przez ich kraj szły do Francji rzesze uciekinierów z Polski po klęsce powstania listopadowego. Ja, ich słuchając, czułem się bezmiernym Europejczykiem, gotowym im odpowiadać po niemiecku.

Od czerwca 1989 r. wracamy do Europy. Niech krzykacze z tamtej strony nie spluwają się, krzycząc, że zawsze byliśmy w Europie. Owszem, przystąpiliśmy do niej wraz ze chrztem Mieszka I, bo takie były wtedy warunki takiego akcesu. Potem się wiele zmieniło, bo i Europa się zmieniała. Nie wystarczyła już przynależność do rodziny państw chrześcijańskich, jako że i chrześcijaństwo przestało być jednolite. Do głosu doszła przedchrześcijańska tradycja intelektualna (zresztą nigdy nie do końca pogubiona wraz z odsądzeniem od czci i wiary – ale nie myśli – pogaństwa). Dzięki niej mieliśmy renesans i oświecenie, co oznacza, że myśl europejska nadal żyje, choć już nie tylko w starej Europie. Nawet w Polsce.

Nie chcę, żeby moja ojczyzna się stała folklorystycznym skansenem. Była nim, fakt!, o wiele za długo, choć nie było wtedy wielu amatorów podziwiania takich koszmarnych dziwactw. Ma się to bezpowrotnie skończyć. Chcę być Polakiem i Europejczykiem. Jaka to wspaniała pełnia. A kiedyś tam po prostu obywatelem świata.

4 czerwca 1989 r. Wtedy zaczęliśmy aspirować do tego świata. Ta data zasługuje na jej przez polskie państwo wyjątkowe uczczenie.