Film braci Sekielskich robi w internecie zawrotną karierę. Co dzień przybywa co najmniej milion odsłonięć. Tego nie należy lekceważyć, a tym bardziej traktować tego jako element zorganizowanej antykościelnej kampanii. Po prostu film ten poruszył wreszcie nasze społeczeństwo, które obrzydliwych (ale nie tak odosobnionych) haniebnych zachowań funkcjonariuszy kościoła katolickiego w Polsce wolałoby nie dostrzegać. Nawet kosztem swoich dzieci. I wreszcie tama puściła. Nie cieszy mnie pogrom kościoła, choć się go spodziewam. Wczoraj w TVN wysłuchałem głosu filozofa katolickiego, prof. Kobylińskiego, że po skandalach pedofilskich z kościołów katolickich w Irlandii, Belgii, Holandii i USA z tych kościołów pozostały zgliszcza. Dodam od siebie – na własne życzenie. Organizacja, która pretenduje sobie prawo do orzekania w trybie nakazowo-zakazowym o moralności jednostkowej i publicznej, sama powinna być pod tym względem kryształowo uczciwa i świecić przykładem. A nie oślepiać potępieniami. A przy okazji nadal praktykować swoje brudne sprawy oraz okłamywać ludzi.

Jeden z polskich hierarchów katolickich (ale jeszcze przed emisją w/w filmu) wywalił do nas, świeckich liberałów, czyli tzw. lewaków, że nawet grzeszyć normalnie nie umiemy. Zapomniał dodać, jak więc należy normalnie grzeszyć, ale rzeczywistość – nie tylko w tym filmie – jednoznacznie mówi jak. I skrzeczy (za Słowackim), i to jak skrzeczy!

A wczoraj europoseł PiSu i ich guru intelektualny tudzież etyczny (jakie guru, takie środowisko lub na odwrót) prof. Legutko wywalił coś podobnego: „… Są te badania, zresztą powtórzone kilkakrotnie, episkopatu amerykańskiego, są też chyba niemieckiego, i wszędzie powtarza się to samo: 80% przypadków owych nadużyć dotyczy chłopców w wieku od 12 do 17 lat. Przepraszam bardzo, co to jest za pedofilia. To nie jest żadna pedofilia, tylko pederastia po prostu”. Po skandalu, który w/w idiotyzmem wywołał, tłumaczył się, że słowo „pederastia” wywodzi się z greki i nie jest obelgą,  tylko dokładnym rozpoznaniem rzeczywistości. A dokładnie jego replika brzmiała tak: „Ludzie, jeżeli mówicie, że moje rozumienie pedofilii jest błędne, to pokażcie, na czym polega ten błąd”. Śmiać się, płakać, złorzeczyć i ręce załamywać nad niewiedzą czy wręcz głupotą profesora? Spróbuję jednak odpowiedzieć nieemocjonalnie:

1) Greckie wg pana prof. słowo „pederastia” brzmiało w oryginalnej grece „pajderastija”, ale częściej używano wyrażenia „eros pajdikos”. Jakkolwiek to nazwać, pojęcie owo ogranicza się do historycznej rzeczywistości starożytnych Aten i w ogóle antycznej Grecji. Może też do późniejszego Rzymu, zwłaszcza za panowania znanego filhellena cesarza Hadriana (por. nieśmiertelną narrację o jego miłości do Antinousa – miłośnikom literatury polecam znakomitą  powieść Marguerite Yourcenar „Pamiętniki Hadriana”). O kobiecej formie homoseksualizmu – poza anegdotami o Safonie – w starożytności nie mówiono.

2) Za chrześcijaństwa homoseksualizm obojga uznawanych wtedy płci zdecydowanie odsądzono od czci i wiary jako grzech śmiertelny. Grubo później pojawiło się w oficjalnym magisterium rozróżnienie orientacji (zwanej wtedy popędem) od praktyk seksualnych. Całość śmierdzi z naszego obecnego punktu widzenia wyjątkową hipokryzją. Zwłaszcza że traktowano tylko o męskim homoseksualizmie, jak gdyby żeński był daleko poza naszą galaktyką. Zresztą żeński seksualizm, jak i wszystko, co się wiąże z kobiecością, miało być wyłącznie pochodną winy biblijnej Ewy. Adam wszak był tylko jej ofiarą.

Na przełomie obu tysiącleci bezżeństwo kapłanów, stopniowo pod wpływem nowotestamentowych przekazów (zwłaszcza Pawła z Tarsu – skądinąd  mizogina) zyskiwało na znaczeniu w wewnętrznej polityce jeszcze wówczas niepodzielonego kościoła. A za papieża Grzegorza VII stało się wreszcie obowiązującym prawem, choć owo prawo nie zdołało objąć całych połaci ówczesnego chrześcijaństwa, np. wschodu Europy, które po schizmie w 1054 r. w ogóle nie wzięło pod rozwagę celibatu. A uznano to w kolejnych uniach

z kościołem rzymskim, np. w naszej unii brzeskiej. Nota bene dlatego w IV cz. Mickiewiczowskich „Dziadów” widzimy księdza z dziećmi. Żona się pewnie gdzieś zapodziała pośród garów i drobiu.

3) Nadreprezentacja homoseksualistów w katolickim klerze bez wątpienia ma przyczyny zarówno w w/w celibacie, jak i też w w/w upośledzeniu gejów. A przede wszystkim w patriarchalnej strukturze kościoła i patriarchalnym systemie wartości. Młody mężczyzna w ówczesnym świecie, kiedy w stosownym wieku odkrywał w sobie z przerażeniem seksualną orientację całkowicie niezgodną ze wszystkim, co mu wpajano, wybór miał potem niewielki: albo sczeznąć w hańbie, albo wstąpić do seminarium. A później napawać się władzą nad duszami i ciałami wiernych sobie podległych.  

4) Słowa „pederastia” i „pederasta” są teraz – pomimo szacownych, ale dawno już przeszłych konotacji – zdecydowanie obelgami. Tylko trochę łagodniejszymi od „pedalstwo” czy „pedał”. Ale niewiele. Kto jak kto, ale uczony etyk powinien sobie zdawać sprawę, że wyrazy w języku z biegiem czasu nabierają nowych znaczeń albo zabarwień emocjonalnych. Słowo „kobieta” – teraz absolutnie neutralne – jeszcze w XVI w. było wulgaryzmem. A bywa częściej na odwrót. Czy ja, skromny i nieutytułowany filolog klasyczny oraz semantyk, mam pouczać profesora od wartości? Uczyłem przez lata  swoich młodocianych studentów. Ale nie nazywałem tego pouczaniem, tylko normalną dydaktyką. Lecz taka dydaktyka kończy się wraz z magisterium. Kto dalej chce brnąć w infantylizmie, niech nie idzie do poważnej polityki, tylko niech się zacznie zaprzyjaźniać z Alzheimerem.

5) Niezależnie od granicy wieku, od którego kontakty seksualne stają się prawnie dozwolone (prezes PiS może wie coś na ten temat, być może nawet z pradawnej autopsji), molestowanie, uwodzenie, gwałcenie młodocianych jest jedną z najobrzydliwszych zbrodni. A jeżeli dokonuje tego osoba duchowna, należąca do korporacji, która sobie uzurpuje prawo decydowania, co jest moralne, a co nie, to jest to jeszcze obrzydliwsze niż najobrzydliwsze. A tolerowanie czy lekceważenie tego jest nie mniej obrzydliwe.

6) Jak się pojawia w życiu społecznym jakieś nowe (a czy to jest nowe???) przestępstwo w wykonaniu jedno- czy wieloosobowym, to reakcja Kaczy-PiSizmu jest do znudzenia przewidywalna: najsurowsze zaostrzenie kar! Jakby to cokolwiek załatwiało. Ostatnio się już co prawda nie mówi o przywróceniu kary śmierci. Zresztą wcale nie z powodu, że byłoby to sprzeczne z regułami UE. Bo choć w obecnej propagandzie wyborczej PiSu leje się proeuropejska wazelina, ale przedtem było zupełnie inaczej, a potem też pewno będzie. Jestem pewien, że przyczyną braku chwytliwości teraz tego hasła jest sprawa Tadeusza Komendy, który spędził niewinnie 18 lat w więzieniu, jako że oskarżyciel publiczny (a prokuratorem generalnym był wtedy nieboszczyk bliźniak) chciał medialnego sukcesu. Gdyby kara śmierci wtedy obowiązywała, nie byłoby już kogo żywego uniewinniać.  

Co do pedofilów w sutannach wystarczy po prostu egzekwować prawo, które już jest. Ale egzekwować, a nie je markować. Czy z góry uniewinniać sprawcę tylko dlatego, że ma koloratkę (patrz znane już z mediów wystąpienie obecnego gwiazdora PiSowskiej sprawiedliwości (?) Piotrowicza w jego przedwczesnej obronie skazanego później za pedofilię właśnie plebana z Tylawy).

Jestem gorzko pewny, że do tego tematu wrócę.

Roman Spandowski